K.F.P.P. OPOLE 2013 ( 14-16.VI.2103 r) poleca Małopolskie.TV wspominamy "Wielkiego" ZYGMUNTA KISZAKIEWICZA

K.F.P.P. OPOLE 2013 ( 14-16.VI.2103 r)  poleca Małopolskie.TV  wspominamy "Wielkiego" ZYGMUNTA KISZAKIEWICZA
Zygmunt Kiszakiewicz "Czlowiek legenda" K.F.P.P. w Opolu , prezentuje .Malopolskie.TV
 W dniach 14-16.VI. , odbędzie się jubileuszowy "50" K.F.P.P. OPOLE 2013, dzięki TVP 1 będziemy mogli wszyscy uczestniczyć w tym święcie piosenki. Dziś wspominamy dziennikarza muzycznego który wpisał się na zawsze w pamięci tych festiwalowych koncertów.

 Malopolskie.Tv prezentuje program teogrocznego K.F.P.P. OPOLE  2013 , który każdy bedzie mógł śledzić  tylko w TVP 1 i TVP ROZRYWKA , zapraszamy .

 Porgram:

 

>> Piątek – 14 czerwca:
20:25 – SuperPremiery 2013
22:20 – Sing Sing – SuperDebiuty z Marylą! 

>> Sobota – 15 czerwca:
20:30 – SuperJedynki 2013
22:20 – Kabareton – Wszystko na raty!
23:25 – Kabareton – Trwaj dato ważności! 

>> Niedziela – 16 czerwca:
20:30 – Opole! Kocham Cię! Gala Jubileuszowa 50. KFPP w Opolu – cz. 1
22:15 – Opole! Kocham Cię! Gala Jubileuszowa 50. KFPP w Opolu – cz. 2

 Zapraszamy do OPOLA  i przed telewizory TVP 1 

Wspominamy redaktora Zygmunta Kiszakiewicza , wielkiego dzienniakrza , krytyka muzycznego ,animatora lultury i rozrywki. Wilekiego czlowieka  i przyjaciela  K.F.P.P. w Opolu.

Zygmunt Kiszakiewicz oczami znajomych i bliskich :

 

Pisał jak z nut

Zygmunt Kiszakiewicz

Zygmunt Kiszakiewicz

To, że Zygmunt jest w redakcji było wiadomo już przed drzwiami. Jako jedyny wciąż używał mechanicznej maszyny, wydającej donośny stukot. Pisał całymi zdaniami, bez poprawek. Niczym artysta-malarz tworzył obraz używając od razu pełnych kolorów, bez szkicowania. Jego teksty czytało się jednym tchem. Gdy trzeba je było skracać, bądź korygować, przypominało to cięcie żyletką płótna z pejzażem. Zdania traciły cały swój urok i spoistość, a nawet sens.

Wprowadzał w życie redakcji specyficzny klimat nie tylko terkotaniem maszyną, lecz rozmowami. A można z nim było dyskutować nie tylko o muzyce, na której znał się jak nikt inny, ale także o literaturze, polityce czy pogodzie. Czekało się na jego powroty z Cannes (jeszcze w czasach, gdy Polska była PRL-em) czy Sopotu. Gdy pojawiał się w pokoju, który dzielił z młodymi reporterami, praca zamierała – wszyscy zaczynali chłonąć Jego opowieści. Miał poczucie humoru wzięte wprost z krakowskich kabaretów. To skojarzenie było oczywiste, bo urodził się w Krakowie. Ba, panie z administracji, które w każdej redakcji uchodzą za najlepiej poinformowane, powtarzały, że w Jego żyłach płynie “błękitna” krew.

Zasłynął jako recenzent muzyczny i krytyk. Znał doskonale kilka języków, perfekcyjnie władał francuskim. Potrafił namówić na wywiad najlepszych artystów światowej muzyki rozrywkowej. Jego teksty drukowane w nieistniejącej już Panoramie z wypiekami czytała cała Polska – były powiewem Zachodu. Pracował także dla Radia Katowice i telewizji.

Był osobowością świata muzyki – m.in. otrzymał w Sopocie honorowego Bursztynowego Słowika oraz nagrodę im. Krzysztofa Komedy. Uhonorowano Go Złotym Krzyżem Zasługi, tytułem Kawalera Orderu Odrodzenia Polski oraz Zasłużonego Działacza Kultury.

W “Głosie” debiutował w 1959 roku i mimo częstych wyjazdów do wielkiego świata i popularności, jaką potem osiągnął, nigdy nie zerwał kontaktu z redakcją ani z Zabrzem, w którym cały czas mieszkał. Do niedawna, gdy starczało mu zdrowia, wciąż na łamach “Głosu” prowadził “Listę Przebojów” i relacjonował muzyczne wydarzenia. Nigdy się nie zdarzyło, by nie przyniósł zaplanowanego tekstu (choć czasem czynił to w ostatniej chwili). Dopiero tego lata zabrakło mu sił…

Nie prowadził “zdrowego” i ustatkowanego życia. Nie miał rodziny, ale w ostatnich dniach, choć żył bardzo skromnie, nie pozostał sam. My – Jego redakcyjni koledzy, choć z innego już pokolenia, długo zachowamy o nim pamięć. Na zawsze w “Głosie” pozostanie także jego masywna maszyna do pisania. Ludzi pióra z taką klasą już rzadko się spotyka.

Jakub Lazar

(wspomnienie  - “Głos Zabrza i Rudy Śląskiej” nr 38, 24.09.2009)

 

Przyjaciele i Koledzy Zygmunta!

Zygmunt w prasie, Zygmunt w radiu, Zygmunt w telewizji. Wszędzie było go pełno, bo byt z tych najlepszych. W każdy miejscu z wielkim podziwem oceniał wykonawców i utwory, ale też surowo krytykował bylejakość. Przez dziesięciolecia jego słowa lansowały nowe gwiazdy i przeboje, albo odsyłały w muzyczną nicość.

To on przecierał polskim dziennikarzom drogę na muzyczne festiwale w Europie Zachodniej. To Zygmunt najpełniej i najkompetentniej informował nas o blaskach i cieniach polskich festiwali.

Na co dzień, jak Państwo wiecie nie za bardzo dbał o siebie i nasze sprawy doczesne – dbał za to o to, aby docierały do nas mądre informacje o świecie muzycznym.

Dziennikarstwo muzyczne nie było zwykłym zawodem Zygmunta – było pasją, co często podkreślali jego znajomi, ale też zazdrośnicy po piórze.

Ważne, że tą pasję potrafił zaszczepić u młodszych kolegów. Wielu dziennikarzy w Polsce, także tu obecnych, może z całym przekonaniem powiedzieć: tak, byłem uczniem Zygmunta. Uczył jak pisać, jak zdobywać informacje, jak poruszać się po tym skomplikowanym artystycznym świecie.

Szanowni Koledzy, właśnie w zdobytej od Zygmunta wiedzy i Waszej pracy przetrwa pamięć o tej wielkiej i skromnej, nietuzinkowej postaci. (…)

Żegnam Cię z żalem i bólem – w imieniu środowiska dziennikarskiego i własnym. Żegnam z przekonaniem, że gdzieś tam słuchasz swoich ulubionych utworów. Żegnaj Zyga!

z mowy pogrzebowej Wiesława Deski

 

Muzyka była jego wielką pasją

Zmarł Zygmunt Kiszakiewicz, przez wiele lat jeden z najpopularniejszych polskich dziennikarzy muzycznych, za swoją pracę nagrodzony m.in. honorowym Bursztynowym Słowikiem przez organizatorów festiwalu w Sopocie. Urodzony w 1942 r. w Krakowie, od młodości związany był ze Śląskiem, z którego nie wyjechał mimo kuszących propozycji zawodowych, płynących z całego kraju. Zamieszkał w Zabrzu i został w tym mieście do końca życia.

Specjalnością red. Kiszakiewicza były wywiady z gwiazdami muzyki rozrywkowej i relacje z wielkich europejskich imprez artystycznych. Miał do tego odpowiednie kwalifikacje. Znał kilka języków obcych: dobrze mówił po niemiecku i rosyjsku, perfekcyjnie po francusku. Wykorzystywał je podczas corocznych muzycznych Targów MIDEM w Cannes, z których przywoził mnóstwo ciekawych tekstów. Nie miał kompleksu człowieka “zza żelaznej kurtyny”; ujmował zagranicznych artystów (polskich zresztą też) znajomością tematu i rozeznaniem w nowościach. Wszak w zgrzebnych czasach PRL-u zdobywanie atrakcyjnych materiałów w tej dziedzinie było trudne. A jednak dzięki Zygmuntowi Kiszakiewiczowi Polacy znali na bieżąco obowiązujące mody i trendy w muzyce rozrywkowej. Zanim jednak został specjalistą w dziedzinie muzyki, zamierzał poświęcić się po prostu dziennikarstwu.

Debiutował w 1959 r. w “Głosie Zabrza i Rudy Śląskiej” tekstem reportażowym pt. “Przedświąteczne migawki”. Swoją dziennikarską niszę znalazł jednak szybko. W latach 60. ubiegłego wieku muzyka rozrywkowa cieszyła się ogromną popularnością, ale dostęp do światowych list przebojów był bardzo ograniczony, Zygmunt publikował zaś wiadomości, których gdzie indziej nie można było znaleźć. Coraz częściej występował w radiu (miał charakterystyczny głos), potem w telewizji.

Na dłużej zakotwiczył w ogólnopolskim tygodniku “Panorama” wydawanym w Katowicach. Bez przesady można powiedzieć, że muzyczne felietony i wywiady Kiszakiewicza miały znaczący wpływ na nakład pisma, a on sam był ceniony przez czytelników i środowisko, o którym pisał.

Po zakończeniu dziennikarskiej przygody z “Panoramą” znów nawiązał współpracę z “Głosem Zabrza i Rudy Śląskiej”, którego redaktor naczelny, Jakub Lazar, wspomina:
- Zygmunt był człowiekiem słownym i solidnym; jeśli obiecał, że odda materiał w terminie, oddawał go bez względu na okoliczności. Zawsze pisał na maszynie i to tak, że tekst nie wymagał żadnych poprawek, bo kształt artykułu miał precyzyjnie przemyślany. To było imponujące, choć czasem kłopotliwe, bo tak zbudowanego artykułu nie dało się skrócić, gdy wymagała tego sytuacja – dodaje.

Zygmunt Kiszakiewicz miał wielu naśladowców, ale wtedy, gdy zaczynał przygodę z pisaniem o muzyce, był jednym z nielicznych w Polsce dziennikarzy o tej specjalności. I takim go zapamiętamy.

 

Henryka Wach-Malicka

“Polska Dziennik Zachodni”, 19-20 września 2009


Poleca; M & A  MEDIA   , PROJEKT INFO  ( www.projektinfo.pl  )
 

Komentarze


Brak komentarzy - Badź pierwszy!!!
Dodaj komentarz
Główna kolumna
partnerzy:
hej.mielec.pl sacz.in videobeskidy wmediach.pl andre-g.nazwa.pl capital24 krynica