Andrzej Petryszak: Fotografia poszukuje wizji i światła.

"Fotografia jest jak sekta. Poszukuje wizji i światła". Z artystą Andrzejem Petryszakiem, członkiem Krynickiego Towarzystwa Fotograficznego i Stowarzyszenia Twórców Galeria "Pod Kasztanem"  rozmawiała Małgorzata Kareńska

Jak zaczęła się Pana przygoda z fotografią?
- Miałem 14 lat, jechałem na wycieczkę szkolną do Wrocławia i to wtedy dostałem od ojca aparat typu „Zorka”. Filmy wywoływałem samodzielnie w pracowni fotograficznej, którą zorganizowałem na strychu w domu rodzinnym. Miała ona jedno okienko i była niewielka, ale długo mi służyła. Aby kupić odczynniki i papier fotograficzny, sprzedawałem makulaturę i butelki. Wiele cennych zdjęć starej Krynicy i okolic, które wówczas powstały spłonęło lub zostało zalanych środkami chemicznymi podczas pożaru „Petryszanki” w 1989 roku

Początki Pana fotografowania artystycznego?
- Pierwsze fotografie miały charakter pamiątkarski, dopiero pod koniec liceum sięgnąłem po literaturę fachową na temat technik fotografowania i skupiłem się na upamiętnianiu natury oraz architektury. Nigdy nie pociągało mnie fotografowanie sylwetek i twarzy ludzkich. Interesuję się technikami specjalnymi, w tym pseudosolaryzacją. Zjawisko to charakteryzuje się częściowym odwróceniem obrazu negatywowego na pozytywowy podczas wywołania materiału światłoczułego. W zniszczonym przez pożar archiwum znajdowały się też fotogramy wykonane  tzw. „Gumą Warszawską”. W moich fotografiach główną rolę odgrywa światło i efekty rembrandtowskie, a ostatnio zainteresowałem się techniką HDR (high dynamic range). Fotografia jest jak sekta - poszukuje wizji i światła. W technikach specjalnych jest to ciekawe, że do chwili finalnej nie wiem jaki będzie ostateczny wynik takiego działania w praktyce, w teorii wiadomo. Światło lubi i robi niespodzianki. Nie zawsze jestem zadowolony z finału i cała wykonana praca - mówiąc językiem informatyka - zostaje skasowana. 

Najciekawsze zdjęcia w Pana kolekcji?
- Nenufary fotografowałem klęcząc w wodzie, robiłem też zdjęcia z wysokości palmy daktylowej. Dużo ciekawych fotografii pochodzi z okresu, gdy w latach osiemdziesiątych przebywałem na dwuletnim kontrakcie medycznym w Libii. Pracowałem w Tobruku jako elektroradiolog, a przy okazji fotografowałem. Tam po raz pierwszy zetknąłem się z kolorową fotografią masową. Do Polski przywiozłem sporo negatywów i zdjęć o charakterze dokumentalnym, obiektów oraz cmentarzy, na których spoczywają alianci różnych narodowości: obok Polaków, Czesi, Australijczycy, Żydzi, Maurowie, Sighowie, Hindusi. Znalazłem tam grób bratanka generała Władysława Sikorskiego, który zginął pod Tobrukiem oraz mogiłę najmłodszego 16 - letniego żołnierza polskiego z Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich. Intrygują mnie odbicia w wodzie i dlatego często pojawiają się jako temat moich prac. Mam kolekcję zdjęć studzienek kanalizacyjnych z nazwami miast z całej Europy, które odwiedziłem, a także starych klamek, zamków, zasuw, drzwi, furt klasztornych itp. 

A z wypadów po Europie?
- Zwiedziłem Słowację, byłem w Pradze Czeskiej, którą jestem zachwycony, Budapeszcie, Wiedniu. Odwiedziłem Wilno i Troki, miałem okazję zobaczyć i sfotografować miejsce, w którym Adam Mickiewicz napisał „Grażynę”. W czasie podróży fotografowałam przede wszystkim architekturę, której nie zniszczyły działania wojenne oraz detale architektoniczne. Podczas pielgrzymki do Sanktuariów Maryjnych Europy przejechałem przez północne Włochy, południową Francję i Hiszpanię oraz część Portugalii. Z wyprawy tej przywiozłem ok. 3 000 zdjęć. 

Jak przygotowuje Pan zdjęcia na wystawy?
- Wybór zdjęć nie jest prosty, zabiera sporo czasu. Z kilku tysięcy zdjęć tematycznych, które powstają wybieram kilkaset, potem z tych wybieram kilkadziesiąt i dopiero te opracowuję. Pozostałe trafiają do archiwum. 

Czy Pana żona Grażyna malując naturę korzysta z Pana zdjęć?
- Trudno jest malować w plenerze, bo światło ciągle się zmienia, dlatego prace malarskie powstają w pracowni. Moja żona także zajmowała się fotografią. Ma wrażliwość i dobrą  pamięć dotyczącą m.in. klimatu i miejsca. Pamięta światło, martwą naturę, czy pejzaż, który widziała. Jednak spojrzenie fotografika i malarza jest zupełnie inne. Fotografik skupia się na prawdzie i ją odzwierciedla. Malarz pozwala sobie na dowolną jej interpretację i na przetwarzanie malarskie. 

Mimo wczesnych zainteresowań fotografią artystyczną wybrał Pan studium medyczne o specjalizacji elektroradiologia?
- Z różnych względów nie ukończyłem studiów medycznych, które mnie interesowały. Fotografia była i jest tylko moim hobby, a ponieważ elektroradiologia jest związana z medycyną ukończyłem ten kierunek. Studium medyczne pozwala mi na profesjonalne stosowanie promieniowania rentgenowskiego w stosunku do człowieka. Radiologia to fotografia, której podstawę stanowi promieniowanie rentgenowskie, a w fotografii artystycznej światło maluje obraz.

Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Małgorzata Kareńska


 
Autor: Małgorzata Kareńska

Komentarze


Brak komentarzy - Badź pierwszy!!!
Dodaj komentarz
Główna kolumna
partnerzy:
hej.mielec.pl sacz.in videobeskidy wmediach.pl andre-g.nazwa.pl capital24 krynica